Galeria Foto
PLK
Ostatnie artykuły
· SPRAWOZDANIE MERYTOR...
· Europejskie Lobby Ko...
· Danuta Waniek przery...
· Ewa Charkiewicz Pols...
· Irena Wóycicka Czy k...
· Europejskie Lobby Ko...
· Danuta Waniek przery...
· Ewa Charkiewicz Pols...
· Irena Wóycicka Czy k...
Polityczne umizgi - postscriptum po wyborach
Polityczne umizgi - postscriptum po wyborach
Renata Berent-Mieszczanowicz
To, że Bronisław Komorowski wygrał wybory - było pewne. Żaden cud nie nastąpił. To była po prostu pewna wygrana. Nie miało znaczenia kto i kogo i do czego przekona, żeby zwiększyć jego szanse. Nie jest to wynik imponujący do kontrkandydata. Przypomnę tylko, że Bronisław Komorowski uzyskał 8933887 głosów, a Jarosław Kaczyński 79 19134 (tj. 53,01 % dla Bronisława Komorowskiego i 46,99% dla Jarosława Kaczyńskiego).
Niepokój mój jednak budzi zachowanie polityków i środowisk, które niezależnie od opcji przesyłały gorące listy poparcia, prześcigając się w politycznych umizgach. Najbardziej dotyczy to środowisk lewicy i Kongresu Kobiet, uzurpującego sobie prawo do reprezentowania kobiet w Polsce.
Zacznę jednak od rzeczy dobrych. Grzegorzowi Napieralskiemu należą się wyrazy uznania za to, że kuszeniu szatana nie uległ. Zachował godność polityczną, co na pewno będzie procentowało w przyszłości. Prezydent Aleksander Kwaśniewski właściwie już dawno postawił kropkę nad "i". Lewicy nie kocha już tak jak dawniej...no cóż, świat zmienia się, trzeba iść z postępem. Ważne jest to, co dziś, a jutro - to zależy od politycznej koniunktury. Zatem pan Prezydent Kwaśniewski poparł oficjalnie Bronisława Komorowskiego, a lewicowe idee pozostawił jedynie w pamięci lub schował do lamusa. Mogę to jeszcze z różnych przyczyn zrozumieć. Nie mogę natomiast zrozumieć postawy Wojciecha Olejniczaka, który w umizgach na sztandarach głosił:
"Bronku, poprzemy Cię. Jurek Szmajdziński też by Cię poparł".
Jerzy Szmajdziński nie żyje. W jego zachowawczym spokoju kryły się przemyślane strategie polityczne. Budował przyjazne otoczenie dla lewicy. Potrafił umiejętnie współpracować z różnymi środowiskami, co ważne nie konfliktując ich przy tym. Nie zgadzałam się z nim w wielu kwestiach, ale tę stronę jego politycznej działalności zawsze doceniałam.
Wreszcie ostatnia, najbardziej bulwersująca sprawa to apel Kongresu Kobiet wzywający kobiety do głosowania na Bronisława Komorowskiego .
Tysiące polskich kobiet zostało zmanipulowanych i oszukanych podczas II Kongresu Kobiet, który odbył się 18 - 19. 06. 2010 roku w Warszawie. Świadczy o tym debata prezydencka zatytułowana "Czas na wybory, czas na kobiety, czas na solidarność" zaplanowana pod kątem jednego kandydata, który wystąpił dwukrotnie. Nierówne traktowanie zaproszonych gości - żona Bronisława Komorowskiego na piedestałach, a żona Grzegorza Napieralskiego w siódmym rzędzie. Marta Kaczyńska wystosowała list gratulacyjny do Kongresu Kobiet, wspominając tym samym udział swojej matki w jego pierwszej edycji. Listu nie odczytano uczestniczkom II Kongresu Kobiet, ponieważ członkinie Rady Programowej nie wyraziły na to zgody. Dlaczego...jeżeli wszyscy jesteśmy równi?! Głośno było w czasie tegorocznego spotkania, że wygrana Bronisława Komorowskiego będzie zaszczytem. Komorowski nic istotnego w sprawie kobiet nie zrobił, a jedynie deklarował przyjazne nastawienie do sprawy. Wiem, że głosy w tej kwestii są podzielone. Wśród nich między innymi takie, że dobrze wybraliśmy, że to sukces. Nie rozpatruje tego w kwestii wyboru prezydenta, a jedynie w zakresie zmanipulowanego obrazu społecznego, który najprościej można tak określić: kobiety popierają, kobietom będzie lepiej.
To bzdura. Ustawy parytetowej nie będzie. Nie w czasie obecnej kadencji Sejmu. A jeśli jakimś cudem wejdzie pod obrady Sejmu, to będzie to projekt Platformy Obywatelskiej, a nie Kongresu Kobiet. Magdalena Środa apelowała: "chodźmy na wybory, wybierzmy mniejsze zło", a Kongres Kobiet wystosował apel (w czyim imieniu?):"Kobiety głosują na Bronisława Komorowskiego".
I w tym miejscu skończyła się wiarygodność Kongresu jako niezależnego forum kobiet ponad podziałami politycznymi. Jest to proces trudny do odwrócenia. Odbudowanie wizerunku i mandatu zaufania będzie zadaniem niełatwym. Nie chodzi już w tym wszystkim o poparcie dla Komorowskiego, ale o wykorzystanie idei i poparcia kobiet w sposób spektakularny oparty na iluzorycznym obrazie korzystnej zmiany społecznej.
W drugim dniu Kongresu Kobiet na sesji pod tytułem "Izabela Jaruga Nowacka - feministka, polityczka, kobieta" poświęconej zmarłej w katastrofie pod Smoleńskiem Izabeli Jarudze Nowackiej zabrakło miejsca w panelu dyskusyjnym dla przedstawicielki Ligi Kobiet Polskich. Paneliści wielokrotnie odnosili się do działalności Izy w tej organizacji. Po raz kolejny okazało się, że LKP nie pasowała do klucza bo to "komuszki". Było to wręcz nieprzyzwoite. Tym bardziej, że Iza zaczynała swój feministyczny uniwersytet w LKP i przez wiele lat była Przewodniczącą Zarządu Krajowego LKP. Nie mogę zrozumieć moich koleżanek z tej organizacji dlaczego tak bezkrytycznie popierają kongres, zwłaszcza, że wyznaczono im najgorsze miejsca tzw. jaskółki. Iza była przecież bardziej wasza niż nasza. I nikt nie ma prawa tego kwestionować. Przypadkiem w czasie pierwszego panelu pojawiło się słowo "lewica". Śmiem twierdzić, że stało się tak dlatego, że sponsorem imprezy była Fundacja im. Róży Luksemburg, która ma określone priorytety polityczne i może dotować określone projekty oraz przedsięwzięcia. Zatem wypadało powiedzieć coś o lewicy. Na marginesie muszę dodać, że wystąpienie dr Joanny Gwiazdeckiej w tym panelu oceniam jako najbardziej interesujące i pokazujące właściwe otoczenie Izy.
Pamiętam moją rozmowę z Izą przed I Kongresem Kobiet w 2009 roku. Iza powiedziała wówczas do mnie: "Reniu, to na pewno nie jest nasz kongres, ale trzeba tam być". Posłuchałam. Byłam. Wybacz Izo,. to był mój ostatni raz .
I wreszcie sprawa Kasi Kadzieli, w zasadzie glownej aktorki tego wydarzenia, a jednocześnie osoby nieobecnej w zadnej informacji ani w zaproszeniu na panel - pewnie tez nie pasowala do klucza, bo zadaje sie z lewica.....Dokad wiec zmierzamy...?
Renata Berent-Mieszczanowicz
To, że Bronisław Komorowski wygrał wybory - było pewne. Żaden cud nie nastąpił. To była po prostu pewna wygrana. Nie miało znaczenia kto i kogo i do czego przekona, żeby zwiększyć jego szanse. Nie jest to wynik imponujący do kontrkandydata. Przypomnę tylko, że Bronisław Komorowski uzyskał 8933887 głosów, a Jarosław Kaczyński 79 19134 (tj. 53,01 % dla Bronisława Komorowskiego i 46,99% dla Jarosława Kaczyńskiego).
Niepokój mój jednak budzi zachowanie polityków i środowisk, które niezależnie od opcji przesyłały gorące listy poparcia, prześcigając się w politycznych umizgach. Najbardziej dotyczy to środowisk lewicy i Kongresu Kobiet, uzurpującego sobie prawo do reprezentowania kobiet w Polsce.
Zacznę jednak od rzeczy dobrych. Grzegorzowi Napieralskiemu należą się wyrazy uznania za to, że kuszeniu szatana nie uległ. Zachował godność polityczną, co na pewno będzie procentowało w przyszłości. Prezydent Aleksander Kwaśniewski właściwie już dawno postawił kropkę nad "i". Lewicy nie kocha już tak jak dawniej...no cóż, świat zmienia się, trzeba iść z postępem. Ważne jest to, co dziś, a jutro - to zależy od politycznej koniunktury. Zatem pan Prezydent Kwaśniewski poparł oficjalnie Bronisława Komorowskiego, a lewicowe idee pozostawił jedynie w pamięci lub schował do lamusa. Mogę to jeszcze z różnych przyczyn zrozumieć. Nie mogę natomiast zrozumieć postawy Wojciecha Olejniczaka, który w umizgach na sztandarach głosił:
"Bronku, poprzemy Cię. Jurek Szmajdziński też by Cię poparł".
Jerzy Szmajdziński nie żyje. W jego zachowawczym spokoju kryły się przemyślane strategie polityczne. Budował przyjazne otoczenie dla lewicy. Potrafił umiejętnie współpracować z różnymi środowiskami, co ważne nie konfliktując ich przy tym. Nie zgadzałam się z nim w wielu kwestiach, ale tę stronę jego politycznej działalności zawsze doceniałam.
Wreszcie ostatnia, najbardziej bulwersująca sprawa to apel Kongresu Kobiet wzywający kobiety do głosowania na Bronisława Komorowskiego .
Tysiące polskich kobiet zostało zmanipulowanych i oszukanych podczas II Kongresu Kobiet, który odbył się 18 - 19. 06. 2010 roku w Warszawie. Świadczy o tym debata prezydencka zatytułowana "Czas na wybory, czas na kobiety, czas na solidarność" zaplanowana pod kątem jednego kandydata, który wystąpił dwukrotnie. Nierówne traktowanie zaproszonych gości - żona Bronisława Komorowskiego na piedestałach, a żona Grzegorza Napieralskiego w siódmym rzędzie. Marta Kaczyńska wystosowała list gratulacyjny do Kongresu Kobiet, wspominając tym samym udział swojej matki w jego pierwszej edycji. Listu nie odczytano uczestniczkom II Kongresu Kobiet, ponieważ członkinie Rady Programowej nie wyraziły na to zgody. Dlaczego...jeżeli wszyscy jesteśmy równi?! Głośno było w czasie tegorocznego spotkania, że wygrana Bronisława Komorowskiego będzie zaszczytem. Komorowski nic istotnego w sprawie kobiet nie zrobił, a jedynie deklarował przyjazne nastawienie do sprawy. Wiem, że głosy w tej kwestii są podzielone. Wśród nich między innymi takie, że dobrze wybraliśmy, że to sukces. Nie rozpatruje tego w kwestii wyboru prezydenta, a jedynie w zakresie zmanipulowanego obrazu społecznego, który najprościej można tak określić: kobiety popierają, kobietom będzie lepiej.
To bzdura. Ustawy parytetowej nie będzie. Nie w czasie obecnej kadencji Sejmu. A jeśli jakimś cudem wejdzie pod obrady Sejmu, to będzie to projekt Platformy Obywatelskiej, a nie Kongresu Kobiet. Magdalena Środa apelowała: "chodźmy na wybory, wybierzmy mniejsze zło", a Kongres Kobiet wystosował apel (w czyim imieniu?):"Kobiety głosują na Bronisława Komorowskiego".
I w tym miejscu skończyła się wiarygodność Kongresu jako niezależnego forum kobiet ponad podziałami politycznymi. Jest to proces trudny do odwrócenia. Odbudowanie wizerunku i mandatu zaufania będzie zadaniem niełatwym. Nie chodzi już w tym wszystkim o poparcie dla Komorowskiego, ale o wykorzystanie idei i poparcia kobiet w sposób spektakularny oparty na iluzorycznym obrazie korzystnej zmiany społecznej.
W drugim dniu Kongresu Kobiet na sesji pod tytułem "Izabela Jaruga Nowacka - feministka, polityczka, kobieta" poświęconej zmarłej w katastrofie pod Smoleńskiem Izabeli Jarudze Nowackiej zabrakło miejsca w panelu dyskusyjnym dla przedstawicielki Ligi Kobiet Polskich. Paneliści wielokrotnie odnosili się do działalności Izy w tej organizacji. Po raz kolejny okazało się, że LKP nie pasowała do klucza bo to "komuszki". Było to wręcz nieprzyzwoite. Tym bardziej, że Iza zaczynała swój feministyczny uniwersytet w LKP i przez wiele lat była Przewodniczącą Zarządu Krajowego LKP. Nie mogę zrozumieć moich koleżanek z tej organizacji dlaczego tak bezkrytycznie popierają kongres, zwłaszcza, że wyznaczono im najgorsze miejsca tzw. jaskółki. Iza była przecież bardziej wasza niż nasza. I nikt nie ma prawa tego kwestionować. Przypadkiem w czasie pierwszego panelu pojawiło się słowo "lewica". Śmiem twierdzić, że stało się tak dlatego, że sponsorem imprezy była Fundacja im. Róży Luksemburg, która ma określone priorytety polityczne i może dotować określone projekty oraz przedsięwzięcia. Zatem wypadało powiedzieć coś o lewicy. Na marginesie muszę dodać, że wystąpienie dr Joanny Gwiazdeckiej w tym panelu oceniam jako najbardziej interesujące i pokazujące właściwe otoczenie Izy.
Pamiętam moją rozmowę z Izą przed I Kongresem Kobiet w 2009 roku. Iza powiedziała wówczas do mnie: "Reniu, to na pewno nie jest nasz kongres, ale trzeba tam być". Posłuchałam. Byłam. Wybacz Izo,. to był mój ostatni raz .
I wreszcie sprawa Kasi Kadzieli, w zasadzie glownej aktorki tego wydarzenia, a jednocześnie osoby nieobecnej w zadnej informacji ani w zaproszeniu na panel - pewnie tez nie pasowala do klucza, bo zadaje sie z lewica.....Dokad wiec zmierzamy...?





